Bartłomiej Bertolin z Bielan stracił nogę, ale nie poddaje się. Do życia motywuje go żona i ludzie, którzy pomogli kupić protezę [ZDJĘCIA]

Monika Pawłowska
Bartłomiej Bertolin stracił nogę w wypadku na kopalni. Trzy miesiące później już w protezie zdobył górski szczyt. Arch. prywatne
Wystarczył ułamek sekundy, by życie 30-letniego Bartłomieja Bertolina z Bielan (pow. oświęcimski) zmieniło się na zawsze. W wyniku wypadku w kopalni Brzeszcze mężczyzna stracił nogę. Mimo wielkiej tragedii, nie porzucił marzeń o zdobywaniu górskich szczytów. Pierwszy, już w protezie, zdobył zaledwie trzy miesiące po wypadku. Planuje kolejne wyprawy. Udowodnił sobie i innym, że niepełnosprawność nie jest żadną przeszkodą w realizacji marzeń i planów.

Bartłomiej Bertolin od 11 lat pracował jako górnik. Najpierw w Jastrzębiu, a ostatnio w Brzeszczach. Poniedziałek 15 czerwca, miał być kolejnym dniem, jak wiele dotychczasowych. Rano, razem z kolegami wybrał się na rowerach w góry. Przejechali 160 km. Zmęczony, ale zadowolony z dobrze rozpoczętego tygodnia, stawił się w pracy o godz. 18. Zjechał na dół. W pewnym momencie usłyszał jakieś trzaski, kątem oka zobaczył spadający w jego kierunku ogromny głaz. Zdążył odskoczyć w bok, ale i tak oderwany od ściany kawał węgla (jakieś 900 kilogramów), przygniótł mu prawą stopę.

- Miałem nadzieję, że będę miał tylko siniaka, ale jak zobaczyłem, co zostało z mojej stopy przeraziłem się

- wspomina Bartłomiej Bertolin. - Wystawały tylko dwie kości, wszystko trzymało się na skórze. Chciałem to jakoś poskładać, ale wtedy kolega ściągnął koszulę i zawinął w nią moją stopę - dodaje.

Po blisko dwugodzinnej akcji ratunkowej mężczyzna trafił do oświęcimskiego szpitala prosto na stół operacyjny. Lekarze poskładali mu oderwaną i zmiażdżoną stopę w jeden kawałek. Nastawiono też podudzie, bo i tam były otwarte złamania.

- Brakowało mi tylko drugiego palca i dużego płata skóry od kostki po palce. Wyglądało to tak jakby noga była oskalpowana - wspomina pan Bartłomiej. - Doktor zrobił wszystko, jeśli chodzi o kości. Teraz trzeba było zająć się przeszczepem skóry, w czym specjalizują się w 5 Wojskowym Szpitalu Klinicznym z Polikliniką SP ZOZ w Krakowie. Przeszczep na stopę miał być z lewego uda. Byłem na niego gotowy, kiedy wdało się zakażenie - dodaje.

Nie pomagały żadne formy znieczulenia, ani najsilniejsze środki przeciwbólowe. Pan Bartłomiej wył z bólu. Na dodatek przerażała wizja sepsy i amputacji całej nogi. Więc kiedy lekarze zdecydowali, że trzeba działać jak najszybciej, z bólem serca podpisał zgodę na amputację prawej stopy i podudzia.

- To był najgorszy dzień mojego życia

- wspomina pan Bartłomiej. - Jeszcze na kopalni krzyczałem, że nie chcę żyć bez nogi, a tu okazało się, że jej nie mam - dodaje.

Bartłomiej Bertolin stracił nogę i nadzieję

W jednej chwili runął cały świat pana Bartłomieja. Zniknęły marzenia o budowie wymarzonego domu i wędrówkach w góry. Gdy otrząsnął się z pierwszego szoku, postawił sobie za cel wrócić do dawnego aktywnego życia. Przed wypadkiem dużo wędrował po górach, zawsze towarzyszyła mu żona lub znajomi. Biegał, jeździł na rowerze. Teraz był bezwładnie przykuty do łóżka.

Mimo ogromnego bólu fizycznego i psychicznego, po trzech dniach po amputacji wstałem z łózka

- wspomina pan Bartłomiej. - Wiedziałem, że im później to zrobię, tym gorzej. Wiele ludzi się załamuje, potrafi dwa tygodnie płakać w poduszkę. Ja tak nie chciałem. Myślę, że sport uratował mi życie, bo dał dużo więcej motywacji do działania - dodaje.

Pierwszy krok w protezie był możliwy dzięki zakrojonej na szeroką skalę zbiórce pieniędzy. Od pracodawcy, ani też ubezpieczyciela do dziś nie dostał ani złotówki. Na stronie Siepomaga, udało się zebrać 153 tys. zł na protezy.

Pan Bartłomiej potrzebuje dwie stopy protezowe, jednej tradycyjnej do chodzenia, i drugiej do biegania. Koszt jednej to ok. 77 tys. zł. Jedna taka wystarczy na trzy, najwyżej pięć lat. Dzięki fundacji Moc Pomocy testuje obydwie i rehabilituje się w Modus Centrum Rehabilitacji we Wrocławiu.

Pan Bartłomiej stanął na górskim szczycie

20 września pan Bartłomiej pojawił się na mistrzostwach polski dla osób niepełnosprawnych. Na razie, jako gość Rafała Mikołajczyka, prezesa fundacji i mistrza w jeździe na rowerze handbike. Pan Bartłomiej nie wyklucza, że zacznie uprawiać parakolarstwo. Póki co, spełnił swoje największe marzenie – znowu ruszył na górski szlak, zaledwie trzy miesiące po podjęciu najtrudniejszej decyzji w życiu, o amputacji.

- Z perspektywy czasu wiem, że to była dobra decyzja, ponieważ już na dwóch nogach zameldowałem się w górach, które kocham nad życie!

- wyznaje pan Bartłomiej. - Wybraliśmy z żoną i jej koleżanką górę Żar, bo blisko i nie jest wymagająca. Osiem kilometrów pokonałem w 2 godz. 21 minut, a kiedyś „zrobiłbym” ją w 48 minut. Ale i tak, to mój sukces, bo „urwałem” 25 minut ze wskazanego szlakowego czasu - dodaje z uśmiechem.

Pan Bartłomiej już planuje kolejne górskie wyprawy. Najprawdopodobniej będzie to Beskid Mały, bo tamtejsze trasy zna na pamięć.

Za powrót do życia dziękuje wszystkim, którzy wsparli groszem i dobrym słowem. To motywuje go do jeszcze większej pracy. Tej motywacji i chęci do życia, życzy wszystkim, którzy ulegli wypadkom.

- Trzeba skrócić czas żałoby po wypadku

- wyznaje pan Bartłomiej. - Zabrać się jak najszybciej za siebie, bo ciało, które się nie rusza obumiera - dodaje.

FLESZ - Polaków nie stać "na chorowanie"

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie