Ciepło w Małopolsce. Czym grzać domy i mieszkania w 2022 roku, by nie przepalić całej pensji? Co dalej z gazem, węglem, prądem

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
Fot. Piotr Krzyzanowski/Polska Press Grupa
Udostępnij:
Szokujące, nieznane od zarania III RP, podwyżki cen gazu i węgla, a także drewna, pelletu i innych popularnych paliw używanych w Polsce do ogrzewania domów, wywołały u większości Małopolan obawy, czy pod koniec obecnej zimy będą w stanie opłacić wszystkie rachunki. W pierwszym kwartale 2021 roku koszt ogrzewania przeciętnego 120-metrowego mieszkania w Małopolsce wynosił od 600 zł (pompa ciepła), przez 1,2 tys. zł (ekogroszek) po 1,6 tys. zł (gaz ziemny). Teraz tylko właściciele domów z pompami ciepła, zwłaszcza sprzężonymi z instalacją fotowoltaiczną, są chronieni przed lawinowym wzrostem kosztów. Reszta zapłaci za ogrzewanie nawet dwa razy więcej niż przed rokiem. Skłania to wielu mieszkańców naszego regionu do poszukiwania alternatywnych źródeł energii, niewrażliwych na szalone zmiany cen paliw kopalnych, zwłaszcza gazu i węgla. Paradoksalnie w najlepszej sytuacji są klienci krakowskiego MPEC: tutaj wzrost stawek od 1 stycznia jest, na tle opisanych wyżej zjawisk i rekordowej w tym wieku inflacji, wręcz symboliczny. Równie korzystnie wypada MPEC w Tarnowie.

W ostatnim kwartale 2021 roku ekodoradcy wspierający Małopolan w sięganiu po dotacje z państwowego programu Czyste Powietrze odnotowali skokowy wzrost zainteresowania mieszkańców ociepleniem domów oraz montażem najnowocześniejszych rozwiązań grzewczych, przede wszystkim pomp ciepła, w miejsce likwidowanych kopciuchów. O ile na początku zeszłego roku wniosków o termomodernizację było wyraźnie mniej niż wniosków o wymianę starego źródła ciepła, to w ostatnim czasie te liczby zaczęły się zrównywać. Równocześnie widać tendencję do porzucania węgla, ale też innych paliw stałych oraz – gazu. Na 15,6 tys. wniosków o dofinansowanie wymiany kopciucha, 6 tys. dotyczyło montażu kotłów gazowych, 3,4 tys. kotłów na biomasę (głównie pellet i drewno), a prawie 3,1 tys. – pomp ciepła (w tym 2,5 tys. – powietrznych). Wniosków obejmujących najnowocześniejsze kotły węglowe było jedynie 2,7 tys. Zaledwie 19 osób postanowiło zamontować kotły olejowe, a 259 – systemy ogrzewania elektrycznego (powiązane z rozbudowaną fotowoltaiką).

Te działania są w pełni logiczne. Ocieplenie domów stało się koniecznością, ponieważ stary budynek o słabej izolacji cieplnej potrzebuje rocznie ok. 200 kilowatogodzin energii na metr kwadratowy, a dom z dobrą izolacją – tylko 80. W domach energooszczędnych to zapotrzebowanie wynosi ok. 40 kWh na metr kw. W przypadku 120-metrowego domu roczne zużycie energii wyniesie więc – odpowiednio – 24 MWh, 9,6 MWh oraz 4,8 MWh. Wszystko to brutalnie przekłada się na koszty, bo kilowatogodzina energii ze źródeł nieodnawialnych jest dziś nawet dwa razy droższa niż przed rokiem. A mówimy o gospodarstwach domowych, korzystających z ochrony Urzędu Regulacji Energetyki, zatwierdzającego taryfy. W przypadku przedsiębiorstw i instytucji, skazanych z mocy prawa na ceny rynkowe, wzrost opłat rok do roku jest nawet… dziesięciokrotny.

Grzanie domu w Małopolsce w 2022 roku kontra 2021 – wyliczenia dla różnych wariantów

W poprzednich latach, chcąc utrzymać jesienią, zimą i wczesną wiosną stałą temperaturę 21 stopni w nieocieplonym 120-metrowym domu (w praktyce jest to niewykonalne), trzeba było wydać na węgiel ok. 7 tys. zł rocznie. W domu dobrze ocieplonym ten koszt wynosił 2,8 tys. zł rocznie, zaś w energooszczędnym (takie budynki stanowią w Małopolsce mniej niż 5 proc.) – 1,4 tys. zł rocznie. Przy ogrzewaniu gazem ziemnym kwoty te wynosiły – odpowiednio – 8,4 tys. zł, 3,4 tys. zł oraz 1,7 tys. zł. Pompa ciepła pozwalała obniżyć rachunki do: 3,6 tys. zł (dom nieocieplony – w praktyce takie rozwiązania nie są stosowane w tego typu budynkach), 1400 zł oraz 700 zł rocznie. Ogrzewanie popularnym pelletem drzewnym było tańsze od gazowego, ale droższe od węglowego. Podobnie – ogrzewanie drewnem.

Wszystko wskazuje na to, że w 2022 roku wymienione wyżej rachunki trzeba będzie pomnożyć przez co najmniej 1,8, jeśli nie 2, co oznacza, że ogrzewanie 120-metrowego nieocieplonego domu gazem ziemnym będzie kosztować ponad… 15 tys. zł rocznie. W domu dobrze ocieplonym kwota ta będzie mniej szokująca, ale też niemała: 6 tys. zł, zaś w domu energooszczędnym opłata winna wynieść ok. 3 tys. zł. Wprawdzie taryfy gazowe poszły w górę od 1 stycznia 2022 r. średnio „tylko” o 54 procent, ale trzeba pamiętać, że od wiosny do końca 2021 roku PGNiG wprowadziło aż trzy podwyżki – w sumie o 27 procent, więc ogrzewanie domu gazem w pierwszym kwartale 2022 będzie o około 80 procent droższe niż w pierwszym kwartale 2021.

Wszyscy, którzy plują sobie w brodę, bo wymienili w minionym roku węglowego kopciucha na nowoczesny kocioł gazowy, powinni się najpierw przyjrzeć aktualnym cenom kostki, groszku czy ekogroszku w małopolskich składach opału. Ponad 1600 złotych za tonę to na wschód i południe od Krakowa norma, co oznacza, że w 2022 roku ogrzewanie statystycznego domu węglem będzie kosztować równie słono, jak to gazowe (kondensacyjne). Za sezonowane drewno oraz pellet dostawcy też życzą sobie od 40 do nawet 60 procent więcej niż kilka miesięcy temu. Owszem, po każdym sezonie ceny opału, w tym węgla, zwykle spadają, więc będzie się można zaopatrzyć na kolejny sezon w nieco tańsze paliwo, ale… gaz także może stanieć. Eksperci wskazują, że już teraz ceny na światowych giełdach są trzy razy niższe niż podczas przedświątecznego szaleństwa (inna sprawa, że gazu ziemnego nie można w domu zachomikować, a węgiel, pellet i drewno – tak, o ile ma się odpowiednio duży składzik; co – notabene – też kosztuje).

Największą niezależność od rynkowego rozchwiania – i w miarę spokojną głowę na dającą się przewidzieć przyszłość - zapewniają dziś instalacje oparte na pompach ciepła sprzężonych z domowymi systemami fotowoltaicznymi produkującymi energię elektryczną, podłączonymi do publicznych sieci energetycznych na dotychczasowych, korzystnych, zasadach (te zasady będą obowiązywać jedynie do końca marca 2022 roku, potem w życie wejdzie „Lex Suski”, czyli ustawa pogarszająca warunki rozliczania się takich instalacji z wytworzonej oraz odebranej energii). Koszty ogrzewania przeciętnego 120-metrowego domu pompą ciepła nie powinny w tym roku przekroczyć 1100-1500 zł (koszty grzania popularną pompą powietrzną są wyższe niż gruntową, ale instalacja jest dużo tańsza i można ją zastosować właściwie wszędzie).

Koszty ogrzewania domów w Małopolsce: co dalej z gazem, węglem, drewnem oraz ciepłem z sieci

W relatywnie dobrej sytuacji są mieszkańcy podłączeni do miejskiej sieci ciepłowniczej w Krakowie i Tarnowie. Krakowski MPEC zmienił wprawdzie od 1 stycznia 2022 swe taryfy, ale podwyżki stawek są – na tle innych zjawisk na rynku energii - wręcz symboliczne. Cena dostarczonego ciepła wzrosła z 33,07 zł do 33,37 zł za gigadżul (GJ), a więc o 0,9 proc., a stawka opłaty zmiennej za usługi przesyłowe z 19,25 zł do 20,51 zł za GJ (6,5 proc.) w najdroższej grupie oraz z 6,39 do 7,29 zł za GJ w najtańszej. Finalnie wzrost opłat nie przekroczy poziomu inflacji. W MPEC w Tarnowie będzie nieco większy, co wynika z uwzględnienia w nowych taryfach skokowego wzrostu uprawnień do emisji CO2 (opłaty z tego tytułu trafiają do budżetu państwa, czyli de facto do polskiego rządu, który teoretycznie winien je przeznaczyć na transformację energetyczną i działania osłonowe).

W najgorszym położeniu znalazły się spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe ogrzewane przez zbiorcze kotłownie gazowe oraz gminy zapewniające w ten sposób ciepło w mieszkaniach komunalnych. Dostawcy gazu tłumaczą, że jeśli końcowymi odbiorcami paliwa nie są gospodarstwa domowe, ale działające w ich imieniu (zapewniające im ciepło) spółdzielnie, wspólnoty czy samorządy, stawki nie podlegają regulacjom URE – a więc dyktuje je rynek. A ten, jako się rzekło, oszalał. W efekcie rachunki w skrajnych wypadkach wzrosły dziesięciokrotnie, co doprowadziło do słusznego oburzenia mieszkańców – ale też zarządców spółdzielni, wspólnot i samorządowców. Prezes URE przypomina, że zgodnie z dokonaną już trzy lata temu wykładnią przepisów, nie liczy się formalny odbiorca gazu, tylko finalne przeznaczenie tegoż paliwa – a w tym wypadku chodzi o zapewnienie ciepła poszczególnym gospodarstwom domowym. To oznacza, że przy wystawianiu rachunków za gaz dostawcy powinni uwzględnić taryfy zatwierdzone przez URE, a nie ceny rynkowe.

Dostawcy (w tym największy – PGNiG OD) wyjaśniają, że problem wyniknął z tego, iż w ramach niektórych spółdzielni czy wspólnot funkcjonują nie tylko gospodarstwa domowe, ale też punkty usługowe czy sklepy, a tych urzędowe taryfy nie obejmują. URE radzi, by w takiej sytuacji porozumieć się ze sprzedawcą w kwestii precyzyjnego określenia, ile gazu idzie do mieszkań, a ile do odbiorców komercyjnych. Przedstawiciele rządu zapowiedzieli tu doprecyzowanie przepisów, by żadne gospodarstwo domowe nie zostało wykluczone z obowiązujących taryf.

Humory odbiorcom gazu muszą też poprawiać wieści napływające z globalnych rynków. Spotowe ceny tego paliwa w Europie były w Sylwestra niemal trzy razy niższe od absurdalnych stawek notowanych tuż przed świętami (66 euro wobec 180 euro za MWh). Obecnie gaz na kolejne kwartały (łącznie z I kw. 2023 roku, a więc w kolejnym sezonie grzewczym) można kupić po 60 euro za MWh. Jednym z powodów obniżki jest fala ocieplenia (przy plus 10 stopniach C zapotrzebowania na paliwo jest wiele razy niższe niż przy minus 10). Równocześnie wzrosła liczba dostaw spotowych skroplonego gazu ziemnego – LNG – ze Stanów Zjednoczonych (część z nich miało trafić do Azji, ale ceny w Europie okazały się atrakcyjniejsze). To z kolei przełożyło się na spadek cen prądu w krajach wytwarzających energię w znacznej mierze z gazu: na Półwyspie Iberyjskim oraz w Grecji stawki zeszły do 50 euro za MWh, gdy w Polsce mamy na giełdzie wciąż… 115 euro.

Niepewna pozostaje przy tym przyszłość zarówno opartej na węglu polskiej energetyki, jak i rynku węgla dla gospodarstw domowych. „Czarnego złota” w tym roku zaczęło brakować wielkim ciepłowniom (uratowało je obecne ocieplenie) i odbiorcom indywidualnym, a mimo importu ze Wschodu ceny poszybowały. Teraz nałożył się na to konflikt o podwyżki płac między związkowcami a zarządem Polskiej Grupy Górniczej. Pracownicy domagają się wzrostu wynagrodzeń do 8200 zł na osobę oraz rekompensaty za pracę w weekendy od września do grudnia. Na razie blokowali pociągi z węglem dla elektrowni, ale w razie braku porozumienia zapowiadają zaostrzenie akcji, co może spowodować jeszcze większe perturbacje na rozchwianym rynku. Jedno jest pewne: czas taniego węgla bezpowrotnie minął.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Prestiżowe nagrody dla polskich domów

Wideo

Materiał oryginalny: Ciepło w Małopolsce. Czym grzać domy i mieszkania w 2022 roku, by nie przepalić całej pensji? Co dalej z gazem, węglem, prądem - Dziennik Polski

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie