Gabriel Zapotoczny brązowym medalistą mistrzostw Europy w kumite. Tytuły i medale rekompensują drobne siniaki

Jerzy Zaborski
Jerzy Zaborski
Gabriel Zapotoczny na najniższym stopniu podium mistrzostw Europy
Gabriel Zapotoczny na najniższym stopniu podium mistrzostw Europy Zbiory prywatne
Udostępnij:
Rozmowa z GABRIELEM ZAPOTOCZNYM, brązowym medalistą mistrzostw Europy w kumite 15-latków, w wadze 50 kg, rozegranych w Katowicach.

Czy to pierwszy sukces na arenie międzynarodowej?

Tak i myślę, że nie ostatni. Rok wcześniej, byłem także trzeci w mistrzostwach Polski 14-latków. To były moje pierwsze zawody mistrzowskiej rangi w skali krajowej. Ktoś może powiedzieć, że jestem skazany na brąz. Patrzę na to jednak inaczej. Powoli zaczynam zdobywać kolejne szczeble w przygodzie z imprezami mistrzowskiej rangi w wydaniu krajowym i międzynarodowym. Teraz może być tylko lepiej.

Jakie miałeś odczucia przed mistrzostwami Europy?

Wydawało mi się, że mogę powalczyć o więcej niż tylko brązowy medal. W takim przekonaniu utwierdziło mnie zwycięstwo nad Ukraińcem. Fizycznie odstawał ode mnie. Potem poradziłem sobie z Węgrem, więc siłą rozpędu podszedłem do walki półfinałowej.

I co w niej poszło nie tak?

Pokazałem wszystko, na co było mnie stać. Po prostu Rosjanin był lepszy. Sport to nie tylko sukcesy. Trzeba też umieć przyjąć porażki i wyciągnąć z nich wnioski. Po przegranym półfinale miałem już zapewniony brązowy medal.

Startowałeś także w kata, ale tam zająłeś czwarte miejsce

Mówi się, że jest najgorsze dla sportowca, bo tuż poza podium. Zabrakło mi 0,2 pkt do brązowego medalu. Tutaj technikę tzw. walkę z cieniem, czyli z niewidzialnym przeciwnikiem, oceniają sędziowie. W kumite walka toczy się z konkretnym przeciwnikiem.

Mówi się, że sport kształtuje charaktery. W Twoim przypadku jest zapewne podobnie.

Mieszkam w Regulicach, w gminie Alwernia, a do klasy pierwszej technikum informatycznego uczęszczam w Trzebini. Trenuję cztery razy w tygodniu w Chrzanowie. Właściwa organizacja dnia pomaga mi wszędzie zdążyć na czas. Jeśli to jest jedna z form kształtowania charakteru, to owszem, sport jest tego najlepszym przykładem.

Czy sport wypełnia cały twój wolny czas?

Nie. Poza karate uprawiam także...kickboxing (śmiech). Tutaj mam już sukcesy. W 2020 roku zostałem wicemistrzem Polski.

Skąd taka miłość do sportów walki?

Tata mnie namówił, bo sam też kiedyś w tym sporcie się realizował. Przyznaję jednak, że zaczynałem grać w piłkę nożną w barwach Alwerni i Fabloku Chrzanów. Mając 11 lat postanowiłem coś zmienić. Nie tylko dlatego, że tata podpowiadał mi nową dyscyplinę. Chciałem, żeby w sporcie wynik zależał wyłącznie ode mnie. Tymczasem w futbolu na dobry wynik składa się wiele wypadkowych. Wystarczy, że w drużynie pęknie jedno ogniwo i cały trud może pójść na marne. W karate, jeśli coś pójdzie nie po mojej myśli, mogę mieć pretensje tylko do siebie. A że w sportach walki mam trochę więcej siniaków niż w piłce nożnej, to nic. Ból, pot i łzy to w sporcie droga do sukcesu. Takie chwile, jak medal mistrzostw Europy, rekompensują wszystko.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie