Pogruchotane biodro

Agnieszka Filipowicz
Jeszcze w zeszłym miesiącu Bogusław Kolarz był zdrów. Dziś kuśtyka o kulach po operacji wszczepienia protezy w biodrze. Za swój stan wini policję. – Podczas interwencji zmiażdżyli mi kość – mówi.

Jeszcze w zeszłym miesiącu Bogusław Kolarz był zdrów. Dziś kuśtyka o kulach po operacji wszczepienia protezy w biodrze. Za swój stan wini policję. – Podczas interwencji zmiażdżyli mi kość – mówi. Policja zaprzecza. Sprawa już trafiła do prokuratury, a w chrzanowskiej komendzie wszczęto postępowanie wyjaśniające.
Był późny wieczór 27 czerwca, po godzinie 23. Bogusław Kolarz wrócił do domu – mieszkania, w którym mieszka wraz z rodzicami i synem. Był nietrzeźwy. Okazja do wypicia się znalazła – wszyscy jego znajomi żyli wtedy mundialem. Między Bogusławem a synem wywiązała się kłótnia.
– Syn zarzucał mi, że głośno się zachowuję. A ja chciałem się ogolić, bo następnego dnia wybierałem się do Krakowa w poszukiwaniu pracy – wspomina Bogusław.
– Gdy doszło do awantury, wezwałam policję. Mąż jest po dwóch zawałach, nie powinien się denerwować. A syn to alkoholik. Chciałam, by skierowali go na przymusowe leczenie. Już był na nim dwukrotnie i na jakiś czas to pomagało. Ostatnio znowu był w ciągu. W tym roku wzywałam do niego policję już dwa razy. Ten był trzeci. Myślałam, że to będzie dodatkowy argument dla opieki społecznej o wystąpienie do sądu o przymusowe leczenie syna. Nie przypuszczałam jednak, że zrobią mi z niego kalekę – płacze matka Bogusława, Janina.
Dwaj policjanci z patrolu interwencyjnego przyjechali przed północą. Wedle wersji rodziny Kolarzów, byli agresywni.
– W kuchni przewrócili mnie na podłogę. Jeden z policjantów, ważył chyba z ponad sto kilo, przygniótł mnie kolanami i zaczął kajdankować. Darłem się, że mnie połamał, ale nie zwracał na to uwagi – opowiada Bogusław.
– Chwycili go za ręce i zaczęli ciągnąć do radiowozu bez butów. Jeszcze w mieszkaniu chciałam im w tym przeszkodzić, ale mnie jeden odepchnął. Syn kolanami włóczył po ziemi. O, niech pani spojrzy na te spodnie. Są ślady. W nich był tamtego dnia. Specjalnie je zachowałam. Wlekli go do radiowozu – opowiada Janina.
Bogusława przyjęto na izbę wytrzeźwień. Zarzeka się, że mówił lekarce, która go tam badała, że go boli, że nie może chodzić. Nic nie wskórał.
– Jęczałem w nocy, ale nie reagowali – twierdzi.
Rano lekarz z następnej zmiany wezwał pogotowie.
Bogusław trafił do szpitala w Jaworznie, a wkrótce – na stół operacyjny.
Więcej w „Gazecie Krakowskiej”

Po co nam Polski Ład?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie