Uwięziona w windzie

Agnieszka Filipowicz
Prawie dwie godziny spędziła wczoraj rano w windzie mieszkanka jednego z wieżowców w Chrzanowie wskutek awarii tego urządzenia. Aż tyle musiała czekać na przyjazd konserwatora spółdzielni mieszkaniowej.

Prawie dwie godziny spędziła wczoraj rano w windzie mieszkanka jednego z wieżowców w Chrzanowie wskutek awarii tego urządzenia. Aż tyle musiała czekać na przyjazd konserwatora spółdzielni mieszkaniowej. – To stanowczo zbyt długo – uważają strażacy, których na koniec zdecydował się zaalarmować mąż zakleszczonej w windzie kobiety.
Było około siódmej rano, gdy mieszkanka bloku przy ulicy Sienkiewicza 13 w Chrzanowie wybierała się do Krakowa. Wsiadła do windy, nacisnęła guzik z napisem „parter“. Winda drgnęła, najpierw ruszając trochę w górę, potem nieco w dół. Stanęła nieco poniżej siódmego piętra. Kobieta na szczęście miała przy sobie komórkę. Zatelefonowała do męża. – Zacząłem wydzwaniać po wszystkich numerach spółdzielni mieszkaniowej, jakie udało mi się znaleźć. Wreszcie dodzwoniłem się do kogoś (chyba portiera). Powiedział, że powiadomi konserwatora, który ma dyżur – opowiada mąż kobiety.
Konserwator jednak nie nadjeżdżał. Zaś mężowi skończyły się impulsy w karcie telefonicznej. – Sama też dzwoniłam do spółdzielni. Prosiłam o podanie numeru i nazwiska tego konserwatora, ale usłyszałam, że te dane są zastrzeżone. Mężczyzna, który ze mną rozmawiał, nawet nie wziął ode mnie numeru telefonu – mówi wzburzona mieszkanka wieżowca.
– Nie wiedziałem po prostu, co robić. Już minęło półtora godziny od awarii. Żona ma słabe serce. Na dodatek w windzie zgasło światło. Źle się poczuła. Żeby podać jej tabletki, musiałbym zbić szybkę w windzie. Wreszcie wpadłem na pomysł, żeby zadzwonić do straży pożarnej. Żałuję, że nie zrobiłem tego wcześniej. Przyjechali już po pięciu minutach. Niedługo potem zjawił się konserwator. Zastanawiam się, czy czasem nie dlatego, że zadzwoniłem do strażaków i oni pewnie zaalarmowali służby techniczne – zastanawia się chrzanowianin.
Jak dowiedzieliśmy się, rzeczywiście dyżurny w straży telefonował do służb technicznych spółdzielni. Pożarnicy dysponują bowiem numerami, które – jak się okazuje – są zastrzeżone dla zwykłych członków spółdzielni.
Dlaczego jednak tak długo uwięziona w windzie kobieta musiała czekać na przyjazd konserwatora? Do sprawy jeszcze wrócimy.

Komentuje dla nas
Piotr Filipek, rzecznik Komendy Powiatowej Państwowej
Straży Pożarnej w Chrzanowie
To niedopuszczalne, by ktoś był uwięziony w windzie tyle czasu, jeśli od razu by zawiadamiane służby techniczne. Rozumiem, że konserwator pełnił zapewne dyżur w domu i musiał dojechać na miejsce. Jednak jeśli od razu powiadomiono służby techniczne, pomoc powinna dotrzeć wcześniej. Zawsze uczulamy administratorów, że w takich sytuacjach liczy się każda minuta. Przecież ktoś mógł być słabszego zdrowia
i zasłabnąć w windzie.

Po co nam Polski Ład?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie